Jeśli Ci się spodobało, udostępnij

Za każdym razem kiedy wchodzę w progi wielkiego muzeum czuję dwa na przemian walczące uczucia. Pierwsze związane jest z ekscytacją,  ilością artefaktów którymi nasycę głowę, oko i duszyczkę.
Drugie jest mniej przyjemne, to odcisk zbrodni na plecach.

Na początek Memik

„Po polskiemu”: Sekretnym składnikiem jest zbrodnia.

Tajemnica Poliszynela.

Prawdopodobnie nawet dzieci które odwiedzają wielkie muzea wypełnione egipskimi sarkofagami, rzymskimi nagrobkami i afrykańskimi monetami wiedzą, że nie wzięło się to z przypadku. Metoda łupienia nie jest niczym nowym. Znamy ją jako ludzkość od tysięcy lat. Ekonomistom i historykom nie jest obce słowo kolonializm. Czy jest przypadkiem, że wszystkie wielkie, europejskie muzea powstawały w krajach imperialnych? Czy jesteśmy świadomi jaką ilością bólu i krwi  opłacone zostały te dzieła? Czy możemy uznać je jako łupy? Czy jest sens je przemieszczać?

Samo myślenie o tym powoduje u mnie delikatną gęsią skórkę.

W British Museum można spotkać dwa kompleksy dzieł starożytnych, o których poniżej opowiem. Moralny dylemat w Muzeum jest rzeczą zupełnie normalną, a o jej dwóch przykrych konsekwencjach będzie na końcu.

Marmury Elgina?

No właśnie, czemu nazywamy jeden z najistotniejszych w historii antyku zespołów rzeźb imieniem szkockiego dżentelmena. Bliższe byłoby nazwanie ich marmurami Fidiasza, który przecież miał istotny wpływ jako kierownik prac na Akropolu. Jednak to nazwisko Elgina zapisało się już w historii cywilizacji.

Jak to się stało że te wybitne dzieła podziwiamy na Great Russel Street, a nie w stolicy Grecji?

W 1799 do Imperium Osmańskiego jako ambasador Imperium Brytyjskiego przybył niejaki Lord Thomas Bruce, hrabia Elgin. Na początku na fali zainteresowań starożytnością chciał po prostu zwiedzić i zinwentaryzować Akropol. Jednak to mu nie wystarczyło. Szybko poprosił o możliwość wydobycia rzeźb z Partenonu. W latach 1801-1812, często barbarzyńskimi sposobami wydzierano rzeźby związane z grecką ziemią od tysięcy lat. Stamtąd droga szła prosto do krajów imperialnych.

Karma szybko dopadła Elgina. Bardzo szybko zubożał i musiał sprzedać ukradzione skarby. Marmury zostały wykupione przez brytyjski rząd, a następnie przekazane do Muzeum.

Myślicie że to stare dzieje? Nic bardziej mylnego. Walki o powrót tego narodowego skarbu trwają bez przerw do dziś. Każdy kolejny minister kultury Grecji chciałby zasłynąć udaną na międzynarodową skalę wygraną sprawą. Ten przykład i tak jest bez krwawy. Strach pomyśleć o tym jak pozyskiwano dzieła z Indii, Afryki czy Ameryki Południowej.

Na koniec też trzeba oddać co cesarskie Brytyjczykom. Wielu z nich po sprowadzeniu marmurów Elgina gorąco protestowało. Jednym z nich, może nawet najważniejszym był Lord Byron.  Napisał on: Czego nie zrobili Goci, uczynili Szkoci.

Lwy przebite strzałą

Kolejnym zespołem dzieł o którym wspomnę jest Polowanie na Lwy króla Aszurbanipala. Zacznę od tego, że sztuka bliskiego wschodu, w szczególności babilońska i asyryjska zawsze mnie intrygowała. Jednak nigdy nie zgłębiałem o tym tematu.

Jeśli spojrzymy na rozchwytywaną sztukę Grecji i Rzymu, lub obrastającą w mity i mumie egipskie, Mezopotamia wydaje się być wyciszona i nie specjalnie popularna. Intrygująca jest pewna tajemnica, która stoi za tymi czasami. Może to w tym leży moje ciche zamiłowanie. 

Polowanie na lwy to niesamowicie krwawa jatka. Delikatny relief z pałacu króla ma w sobie tyle gracji co Brad Pitt strzelający do nazistów w filmie Quentina Tarantino. Przebijane strzałami ciała, dychające ostatnimi siłami lwice i lwy mogłyby nas doprowadzić do weganizmu. A to przecież tylko lekka i frywolna zabawa, bo ludzie na reliefie zdają się bawić doskonale.

To co chce wam przy okazji tego reliefu powiedzieć, to dwie wiadomości.

Pierwsza jest dobra, bo miałem okazję (i wy macie) zobaczyć to dzieło sprzed 2,6 tysiąca lat w British Museum, gdzie nie grozi mu absolutnie nic. Jedynie wokół mnie biegały tylko małe dzieci, które nie krzyczą bo nie wolno. A cały urok dodawało delikatne światło padające z góry, jednak przede wszystkim historia.

Druga jest zła, bo nie miałem okazji (i wy też nie macie) zobaczyć tego dzieła sprzed 2,6 tysiąca lat w miejscu skąd pochodzą. Palące światło tworzące refleksy na brzegu rzeki Tygrys. Mężczyźni w brodach i z eyelinerem na oczach (tylko żart, nie bijcie), którzy wykrzykują jakieś słowa w niezrozumiałym języku. To wszystko buduje klimat.

Moja luba kiedy przechodziła po tym muzeum wspomniała co chwile że największą stratą jest zobaczyć to w muzeum. Miała zupełną rację, choć cieszę się że mieliśmy okazje to zobaczyć to w ogóle.

Nie wiemy czy część artefaktów przeżyłaby do dzisiejszych czasów gdyby ich nie wywieziono. Swoje szanse na odwiedzenie Iraku lub Afganistanu obstawiam na mniej niż 1% (chodź nie wiadomo gdzie życie zawiezie). W krajach bliskiego wschodu rzeźby starożytne zwykło się traktować młotkiem. Niedawno przecież w Syrii zniszczono część rzymskiej Palmyry , czegoś co pozazdrościć mógł cały nasz europejski region.

Są więc plusy i minusy. Pozostaje cieszyć się że w ogóle możemy je oglądać, i wychodzić z muzeum na obiad i spacer z delikatnym niesmakiem.

Jeśli chcecie więcej!

Pozostaje mi polecić książkę. Nie będę raczej wracał do tego tematu, chyba że mi ślina na język coś kiedyś przyniesie. Doskonałą syntezą tego jak wyglądały grabieże i co było później pokazuje książka Grabieżcy kultury i fałszerze sztuki Jana Świeczyńskiego. Wystarczająca na początek.

Jeśli macie pytania, walcie jak w dym. Życzę bardziej miłych, niż nie miłych kontemplacji.

O mnie

Mam na imię Wiktor i posiadam papiery na mówienie o sztuce. Pomysł na bloga wpadł mi nagle podczas wieczornego spaceru w wakacje. Od tego czasu zarzucam coraz częściej tekstami które mają przenosić w świat wszelkich uniesień.

Uwielbiam też uciec w naturę, poczytać dobrą książkę i słuchać muzykę nieswojego pokolenia. Ponadto uważam Roberta De Niro za najlepszego aktora wszech czasów.

Poza blogiem siedzę na facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *