Jeśli Ci się spodobało, udostępnij

Miasto-ogród to koncepcja którą dzisiaj często się przywołuje, ale mam wrażenie że wyjaławia się ją i uproszcza. Dla niektórych miast posadzenie 10 drzewek prowadzi już do nazywania się miastem-ogrodów. Dlaczego to głupota i wypaczenie, zapraszam poniżej.

Na początku mały wstępik

Temat który dzisiaj poruszę może być dla bywalców mojego bloga czymś zupełnie niepasującym do motywu przewodniego tej strony. No bo idealistyczna, a nawet utopijna wizja Howarda o tym jak zaplanować miasto pasuje do sztuki jak krew do nosa.

Howard ani trochę nie piszę o kontekście estetycznym architektury czy urbanistyki.

Jednak jak wejdziecie w kategorie na blogu to znajdziecie taką jak „O mieście i przestrzeni”. Tematyka miasta     w różnych koncepcjach (artystycznych też) jest mi bliska dlatego nie omieszkam sobie nieco popisać w tym temacie.

Ponadto koncepcja Howarda wywarła potężny wpływ na urbanistykę i architekturę. Zaś każdy kto czyta tego bloga wie, że traktuje historie architektury jako istotny element dziejów sztuki i nie odseparowuje go od malarstwa czy rzeźby.

Zatem to, że piszę sobie o pracy gdzie są 2 plany na 150 stron tekstu to nie jest nic złego 😀

Człowiek znikąd?

Ebenezer Howard był określany jako człowiek znikąd. Przez współpracowników widziany był jako osoba zupełnie przeciętna, postać która nie rzuci Ci się w oczy nawet jakby strzelał z karabinu robiąc fikołki. Pracował jako stenogramista w parlamencie brytyjskim, a także na kilku stanowiskach w brytyjskiej biurokracji. Nasz bohater w młodości mieszkał też w USA, ale trudno powiedzieć by wpłynęło to na jego poglądy. Wydawać by się mogło że to człowiek znikąd. Osoba którą trudno podsumować.

To tylko pozory, bo Ebenezer okazał się być doskonałym obserwatorem życia, a jego spostrzeżenia były bardzo słuszne. O tym już poniżej.

Problemy XIX wiecznego Londynu

Na pewno kojarzycie te znane pocztówki ze stolicy Imperium Brytyjskiego. Więcej dymu niż miasta. Na pewno też znacie historie o warunkach mieszkaniowych londyńskiej biedoty. Slumsy, brak ogrzewania, tragicznej jakości woda pitna i roznoszące się choróbska. Wiek rewolucji przemysłowej, która wprowadziła naszą cywilizacje na nowe tory, doprowadził do nieodwracalnych zmian społecznych. Ilość pracy na wsi spada, zaś
w mieście galopuje szybciej niż bessa na giełdzie w 2008 (tylko na odwrót). Miasto ciągle potrzebowało pracowników, podczas gdy na wsi zaczynało brakować pracy.

Co do warunków życia to znam dwa doskonałe przedstawienia tej sytuacji.

Pierwsza rycina to dzieło Gustave Dore’a, pojawiającego się często na stronie. Przedstawiać ma ulicę Wenthworth. Na niej widać wielodzietną rodzinę, która gromadzi się przed szeregówką zabudową. Wychudzeni nędzarze, którzy powolutku umierają w ciasnych pomieszczeniach.

Druga rycina pochodzi z czasopisma „The Illustrated London News” z roku 1847. Narysowana przez niejakiego Duncana sytuacja przedstawia londyński smog przez który przebijają się mieszkańcy miasta nad Tamizą.

 

Jak widać na załączonych rycinach, problemy niszczące wielkie miasta były potężne. Trudno mi znaleźć odpowiednie ryciny i obrazy, tego jak życie na wsi doprowadzało do głodu, chorób czy śmierci. Dzisiejszy model życia który coraz mocniej się rozwija, czyli osiedlanie się pod miastami i praca w nich, nie był możliwy 100 lat temu. Zresztą już dziś dostrzega się wady że nawet ten sposób jest często nieakceptowalny. W każdym razie Howard stworzył teorie o trzech magnesach, w których zawarł wady i zalety życia w mieści  na wsi, po czym połączył je w jedno. Brzmi absurdalnie, zobaczmy dalej.

 

Miasto – Ogród

Ebenezer Howard wypracował model budowania czegoś co nazwał miastem-ogrodem. Były to kompleksy urbanistyczne, które zawierać miały odpowiednio wydzielone aleje i dystrykty, w których oddzielone zostało życie gospodarczo-rolnicze, mieszkaniowe i rekreacyjne. Miasta miałyby być zbudowane na planie okręgów połączonych bulwarami i alejami. Na terenie równym 24 km2 miało znaleźć się miejsce dla 30 000 ludzi, warsztatów pracowniczych, ogrodów, szkół, kościołów i pól uprawnych. Wszystko miało być połączone połączeniami kolejowymi. Poniżej warto zwrócić uwagę na plany. Pierwszy pokazuje segment okręgu. Drugi układ pól względem części pracowniczo-mieszkalnej. Trzeci, który bardziej przypomina UFO aniżeli sposób        w jaki miasta ogrody miałyby być skomunikowane. Dodam tylko że gdybyśmy zaczęli budować w taki sposób byłoby to z perspektywy dłuższej nieekologiczne. Stworzylibyśmy więcej zieleni i ogrodów, ale często kosztem środowisk naturalnych.

Warto powiedzieć, że manifest Miasta-ogrody jutra nie czyta się jak wspaniałą deklarację. Nie jest to momentami opis samej idei, a instrukcja administracyjna. Howard stara się ekonomicznie dowieść, że takie zbudowanie miasta-ogrodu jest opłacalne finansowo. Przedstawia w jaki sposób należy je sfinansować od pierwszego wkładu, po składki i opłacanie następnych miast. Nie jest to więc coś co możemy nazwać czystym bajdurzeniem. Problemy z życiem, mieszkaniem i umieraniem były zaobserwowane przez dwóch mieszkających w innym czasie w Londynie ekonomistów i filozofów z dwóch światów. Adama Smitha który uznawał problem z landlordami czyli właścicielami ziemskimi za poważny (Smith był ojcem doktryny kapitalizmu). Te same problemy zainspirowały też mieszkającego w Londynie Karola Marksa do napisania kapitału (doktryny komunizmu). Jeśli dwie tak różne szkoły myślenia mają w jakiejś sprawie takie samo zdanie to wiec, że coś się dzieje.

Gdzie na takiej skali osadzić Howarda? Najlepiej nigdzie. O ile nieruchomości i ich sposób działania miał być uzależniony od spółdzielni, tak warsztaty i praca wewnątrz miast miała mieć charakter rynkowy. Howard był społecznikiem i kochał pracę dla społeczeństwa, ale nie popadał w radykalizmy. Nie mamy tu więc opowiedzenia się po jednej stronie. Co powinno nas cieszyć bo w pewnym aspekcie piękna idea miasta ogrodu pozostaje czysta i trwała.

Praktyka

Pozostaje zapytać czy zostało to gdzieś wypróbowane? Tak. Przykładem takiego działania może być miasto Letchworth, gdzie starano się zastosować takie wzory. Niestety pierwszym błędem jakim popełniono był fakt, że nieruchomość sfinansowali  fabrykanci, od razu pragnący wyższych dochodów z mieszkań. Miasto nie przyciągnęło żadnych spółdzielni robotniczych, a robotnicy osiedlali się poza miastem do którego przyjeżdżali, tak było taniej. W mieście mieszkali tylko najbogatsi albo wykonawcy wolnych zawodów. Letchwork jednak odziedziczyło całkiem ładny plan i układ. Dziś istnieją tam instytucje upamiętniający ten projekt.

Jeśli poszukacie znajdziecie kilka innych miast w Anglii czy USA, które starały być Miastem-Ogrodem. Plany często mijały się z rzeczywistością.

Pewnego rodzaju fantasmagorium zbudowanego na polecenie Księcia Karola jest Poundbury. Miasto w Walii, które architektonicznie przypomina trochę pastisz starych, angielskich miasteczek. Polega ono na nowej urbanistyce, w której jak nic bije duch Howarda. Tutaj jedna ulica z tego miasta, które jest młodsze niż wielu czytelników tego Bloga, a wygląda jakby miało pamiętać czasy Wilhelma Tella.

Skwer Królowej Matki w Poundbury (Walia)

Tutaj należy wspomnieć o czymś innym. O ile samych realizacji trudno wymienić wiele (ja wymieniłem jedno), tak warto powiedzieć o wpływie Howarda. Ten był ogromny. Idea miasta ogrodu, w którym zaczęto większą uwagę skupiać na konieczności kontaktu z naturą i stabilnym rozwoju miast tak aby przestały przypominać koncentrat z ludzi. W Krakowie, Warszawie, Podkowie-Leśnej, Poznaniu, Katowicach, a nawet moim rodzinnym mieście Tarnowie możemy odnaleźć inspiracje albo reminiscencje myśli Howarda. Podałem przykłady polskie, ale jest ich znacznie więcej na całym świecie.

Nowa huta to przykład inspiracji Howardem.

Howard w Krakowie

Nie mógłbym nie wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Ebenezer Howard odwiedził Kraków! W roku 1912 odwiedził polski Akropol który bardzo mu się spodobał. Zachwycony błoniami które były wtedy łąką przy miejską, plantami które drzewami zastąpiły mury miejskie. Nie wiem czy ktoś mu powiedział, że Kraków ledwo wyszedł wtedy z bycia twierdzą 😀 . Howard był tutaj na zjeździe esperantystów (którym był), wygłosił nawet wykład w tym języku. Odbiło się to w lokalnej prasie. Poświęcono temu dwie strony w Architekcie. Recepty na rozwiązanie kilku problemów Krakowa wydają się otwarte do dziś (np. poprawa komunikacji ) Poniżej wrzucam te wycinki. Ponadto Howard zapytany o to czy projekt uporządkowania Krakowa nie jest zbyt abstrakcyjny powiedział, że nigdy nie wolno być zbyt realistą w planach humanitarnych <3

 

Dzisiejsze problemy

Pozostaje zadać sobie jeszcze kilka pytań. Pierwsze to czy po przejściach modernizmu, walcu wielkich jednostek mieszkaniowych i bloków idee Howarda coś znaczą. Budownictwo bloków, niezależnie co kto o nich myśli (często są one atakowane niesłusznie), zmieniły wymiar mieszkania. Zapewniły godziwe warunki bytowe na szeroką skalę. Można nawet powiedzieć, że zmieniły oblicze tej ziemi. Jak wyżej pokazałem, idee miasta-ogrodu można było lekko zastosować do budowy Nowej Huty, czyli jednego wielkiego zespołu mieszkalnego.

Nasz współczesny model pracy też zupełnie nie pasuje do miast ogrodów. Dziś wielu ludzi nie widziało nie tylko krowy i wsi, ale też fabryk i zakładów pracy. Mamy wrażenie (nie do końca słuszne) że żyjemy w świecie postindustrialnym. Dzielnicowy układ miasta Howarda więc musiałby ulec przebudowaniu, albo jakoś dopasować korporacyjne wieżowce. Układ Howardowski nie wprowadził też samochodów, a to one dziś mocno zmieniły naszą rzeczywistość (na takiej samej zasadzie jak zbiorowa komunikacja!). Należałoby zmienić wiele bo nasz model pracy, ale też i życia jest inny.

W tygodniku powszechnym w latach 90 powstał artykuł o mistrzach Oksfordu. Był tam fragment o Tolkienie w którym dziennikarz przywołał to co Pana Profesora przerażało najbardziej- zniszczenie tradycyjnej, zielonej wsi. Zastąpienie je brutalną, zindustrializowaną rzeczywistością. Mam wrażenie że to wszystko ogranicza nas w dzisiejszych miastach (zresztą na podmiejskich wsiach też). Bardzo szukamy w sobie takiego sielskiego obrazka, bardzo byśmy chcieli mieszkać w norze hobbitów.

Dziś myśl o mieszkaniu w Krakowie często mnie przeraża, bo problemy które opisał Howard są ciągle żywe. Mieszkania są bardzo drogie względem możliwości finansowych wielu ludzi. Często są niedoświetlone, albo drogie w utrzymaniu. W centrach i dzielnicach wokół centrum wycina się drzewa, roślinność i betonuje się kolejne parcele miejskie. Pomimo utraty wartości estetycznych i jakości mieszkania drożeją. Zamieszkanie w dalszej części miasta często rodzi problemy z dojazdem, nie mówiąc o budowaniu pod miastem (to w dużych miastach nawet 2-3 godziny z życia dziennie). Przeprowadzka do mniejszych miast lub na wieś jest często ograniczona przez pracę. W byłych miastach wojewódzkich brakuje perspektyw, a na wsiach często czasu na dojazdy. Opcja idealne jest w 99% niemożliwa, w tym 1% ekstremalnie trudna do uzyskania.

Dlatego wszyscy gdzieś podświadomie szukamy wizji  miasta-ogrodu. Bo czasem nic więcej niż zieleń nam nie potrzeba.

 

 

 

 

O mnie

Mam na imię Wiktor i posiadam papiery na mówienie o sztuce. Pomysł na bloga wpadł mi nagle podczas wieczornego spaceru w wakacje. Od tego czasu zarzucam coraz częściej tekstami które mają przenosić w świat wszelkich uniesień.

Uwielbiam też uciec w naturę, poczytać dobrą książkę i słuchać muzykę nieswojego pokolenia. Ponadto uważam Roberta De Niro za najlepszego aktora wszech czasów.

Poza blogiem siedzę na facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *