Jeśli Ci się spodobało, udostępnij

Internetowi znawcy social media bądź ogólnie szeroko pojętego marketingu byliby zgodni co do jednego. To nie dzban  czy odjaniepawlać jest słowem roku. Jest nim storytelling. Każdy kto choć trochę śledzi internet może dojść do wniosku że niedługo nie kupimy worku saletry amonowej bez wciśniętej nam historii jak ten magiczny produkt zmieni nasze życie. Ja zadaje sobie w tym wszystkim jedno pytanie. Jak storytelling może działać w opowiadaniu o sztuce.

Po pierwsze Pixar

Muszę wam się przyznać do czegoś co jeszcze kilka lat temu uchodzić mogło za wstyd. Jeśli są jakieś filmy które oglądnę najchętniej to z pewnością będą to animacje. Mogę spokojnie spisać długą listę filmów, które od lat wpływają na mnie najmocniej i co najmniej połowę będą stanowić bajki.

Kilka tygodni temu miałem okazję zobaczyć Toy Story 4, i bez wahania po seansie dałem mu 10 na Filmwebie. Skąd tak wysoka ocena? Podczas seansu nie tylko czułem się jak dzieciak ale chyba sam nim byłem. Przeżywałem kolejną przygodę Chudego i spółki tak jakbym znowu miał 8 lat. Co prawda sama fabuła też puszczała oczko dla dojrzalszych widzów, ale to nie zmieniło odbioru. Każda scena emocjonowała mnie tak samo gdy pierwszy raz spotkałem tych bohaterów na ekranie. Narzekania malkontentów było słychać jeszcze przed premierą, ale nie żałuje że miałem ich gdzieś i wybraliśmy się z kuzynem do kina. Znałem też odpowiedź dlaczego tak mnie to ruszyło.

W ramach zgłębiania się terminu Storytelling spotkałem się z wypowiedzią Andrew Stantona, jednego z najważniejszych twórców studia.

Najważniejsza zasada studia Pixar to:

Make me care!

Jeśli historia ma być wartością dodatnią, musi Ciebie przejąć, wzbudzić twoje emocje. Za to uwielbiamy Walliego lub Buzza Astrala. Pixar strzela do nas piorunami niczym Zeus z góry Olimp, a Ja nie potrafię przejść obok tego obojętnie.  To co czyni z nich prawdziwych mistrzów to narracja. Niezależnie czy na ekranie bohaterami są zabawki, samochody, potwory czy wulkany. Nie zdarzyło mi się przechodzić obok tych historii obojętnie, niezależnie czy mam 5, 10,15 czy 22 lata. Porywają mnie przez to że w myśl Stantona, zaczynają mnie obchodzić. Bohaterowie zostają z nami na dłużej, a może nawet na zawsze.

Dlatego zastanawiam się jak opowiadać o sztuce ucząc się od nich. Wyróżniłem kilka pomysłów o których opowiem Ci poniżej.

Simon Schama i potęga sztuki.

Powiem szczerze że przez bardzo długi okres byłem bardzo sceptyczny wobec trendów abstrakcji po II wojnie światowej. Docierał do mnie Kandinsky i jego akwarele czy Mondrian z kwadratami, zaś to co działo się później niezupełnie. Jeśli coś jak ten piorun przekonało mnie do tego nurtu, był to program Simona Schamy Potęga Sztuki.

Oglądając film o Marku Rothko miałem wrażenie jak głębia jego obrazów z czegoś zupełnie niepozornego przemienia się coraz bardziej. Dlaczego tak się stało? Narrator filmu pierwsze co zrobił to opisał jak przez zupełny przypadek, w porywającym pośpiechu trafił nie wiedząc gdzie idzie do sali wypełnionej obrazami artysty. Kwiecisty i indywidualny język Schamy jeszcze po latach od oglądnięcia oddziałuje na mnie tak samo.

Co narrator stawia pierwsze na podium? Biografie artysty, a może obrazy?

Nie, głównym bohaterem programu stały się jego emocje, dopiero potem dowiadujemy się o trudnym życiu Rothko, albo o odbiorze jego sztuki. Ten emocjonalny przekaz zmienił moje postrzeganie.

Mark Rothko, Numer 61, 1953

Mark Rothko, Numer 61, 1953

Naukowość

Każdy kto czyta tego bloga oraz moje wpisy wie iż staram się dbać o naukowość. Pomimo iż metodologia historii sztuki pozostawia wiele do życzenia, lubię przestrzegać zasad. Błędy w datowaniu, w odczytaniu ikonografii, a nawet zupełnie wyssane z palca analizy to prosty kierunek do stanu w którym jestem gotowy wyrywać kable ze złości.

Uwielbiam dbałość, szczegóły, racjonalną stronę mówienia o sztuce.  Czy da się to połączyć ze storytellingiem?

Da się, jak najbardziej, a nawet jeszcze jak!

Uwielbiam obraz Emanuela Leutzego Waszyngton przepływający rzekę Delaware. Widok Jerzego który stoi dumnie w świcie poranka na łodzi jest bardzo budujący. Mam ochotę złapać za wiosła i pomóc mu przekroczyć tą drogę.

Nie zmienia to faktu że historycy i historycy sztuki atakują go bezpardonowo.

Emanuel Leutze, Waszyngton przekraczający rzekę Delaware, 1851.

Gdy Waszyngton pokonywał Delaware, robił to w zupełnej ciemnicy a nie o brzasku poranka. Płynął na znacznie większej łodzi, i z pewnością nie stał w taki sposób jak na obrazie. Flaga którą trzyma jeden z jego kompanów została wprowadzona kilkanaście lat po tym wydarzeniu. Niektórzy nie szczędzili krytyki nawet lodu, który nie przybiera takiego kształtu na rzecze Delaware.

Wiecie jaką frajdę dało mi przekazanie wam tych informacji, teraz wiecie że ten obraz jest ahistoryczny i miga się od faktów. Mógłbym to zrobić w sposób bliższy storytellingowi, ale jeszcze nie wiem jak by to mogło wyglądać.

Takich przykładów można mnożyć, w szczególności kiedy zaczniemy opowiadać na przykład o dworach i pałacach. Tam bardzo często gromadzi się materiał do historii który wymaga naukowości. Klasyczna narracja historii sztuki też daje radość i potrafi być wciągająca.

Możemy poczuć się wtedy jak typowy, XIX wieczny profesor w monoklu i cylindrze który przerzuca w swoim gabinecie stare dokumenty szukając czegoś odkrywczego.

Fajnie zachować naukowość, czepiania się szczegółów i szukania dziury w całym. To że widzę błędy przy Waszyngtonie przekraczającym Delaware zupełnie nie odbiera moich chęci do wiosłowania na tej małej, przepełnionej barce.

Bujanie w obłokach

Hipokryzja pochodzi z greckiego i znaczy udawanie.

Właśnie poświęciłem cały akapit by wam powiedzieć jak bardzo uwielbiam naukowość i trzymania się pewnych faktów. Teraz mam zamiar wam powiedzieć jak to wspaniale jest pobujać w obłokach i wprowadzać narracje z palca.

Tracy Chevalier to autorka książki „Dziewczyna z perłą” na podstawie której nakręcono film z Colinem Firthem i Scarlett Johanson (książki nie czytałem, więc się nie wypowiem).

Autorka wystąpiła na  konferencji TED gdzie opowiedziała o zjawisku zwanym galeryjnym zmęczeniem, jak długie ściany Muzeów o nieskazitelnym kolorze nużyły ją i doprowadzały do cierpienia.

Plakat do filmu z któregoś azjatyckiego kraju. Źródło IMDB

Plakat do filmu z któregoś azjatyckiego kraju. Źródło IMDB

Autorka opowiada o obrazie Dziewczyna z perłą Jana Vermeera w którym zakochała się jako 19 latka. Muszę przyznać że jej analiza szczegółów na prezentacji była bardzo interesująca. Zaś sama historia urokliwym romansem.

Jan Vermeer, Dziewczyna z Perłą, 1655

Jan Vermeer, Dziewczyna z Perłą, 1655

Historia jest zupełną fikcją, co nie zmienia faktu że wciągnęła mnie tak, iż nie mogę inaczej spojrzeć na ten obraz jak przez jej pryzmat.  To prawdziwa siła narracji.

Co powinno być pierwszą siłą opowiadania o sztuce?

Paweł Tkaczyk w książce Narratologia stwierdza bardzo dosadnie

Dobry storyteller myśli obrazami.

Sam zresztą w tej samej książce przywołuje dzieła Muncha czy  Seurata. Obrazy, rzeźby i architektura i ich wygląd to pierwsza siła opowieści. O sztuce można opowiadać storytellingowo zaczynając od opisu dzieła zwrócenia co w nim nas porusza, ekscytuje. Nie wiele trzeba żeby zacząć.

Co dalej? Można dołożyć szczyptę faktów, jeśli ma się umiejętności to doprawić to odpowiednim językiem. Możemy też rzucić swoje przeżycia, albo napisać coś na podstawie swojej wyobraźni. Wtedy dzieło sztuki to tylko przyczynek do szerszej myśli.

Tak naprawdę sposobów jest wiele.

Będę szczery z wami, ja swojego sposobu po prawie roku blogowania dalej szukam. Wiem że poprawiłem sposób pisania, od interpunkcji po wasze zaangażowanie.  Jednak zdaje sobie sprawę w jakim kierunku idę, dlatego spodziewajcie się tylko lepszych i jeszcze lepszych treści.

Takich w których będę mieszał te metody, próbował nowych narracji.

W bardzo różnych formatach i mediach, ale o tym niedługo 😉

O mnie

Mam na imię Wiktor i posiadam papiery na mówienie o sztuce. Pomysł na bloga wpadł mi nagle podczas wieczornego spaceru w wakacje. Od tego czasu zarzucam coraz częściej tekstami które mają przenosić w świat wszelkich uniesień.

Uwielbiam też uciec w naturę, poczytać dobrą książkę i słuchać muzykę nieswojego pokolenia. Ponadto uważam Roberta De Niro za najlepszego aktora wszech czasów.

Poza blogiem siedzę na facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *