Jeśli Ci się spodobało, udostępnij

Lwów ostatnimi czasy stał się mekką polskich turystów. Złożyło się na to kilka czynników. Z polskiej perspektywy jest tani, nostalgiczny i przypomina nam czegoś, czego już nie ma. Turystyka napędza gospodarkę,  a ta napędza zjawiska na które trzeba uważać. O tym poniżej, ponadto czego nie powinniśmy ominąć również. Zapraszam serdecznie.

Granica

Jeśli od czegoś warto zacząć mały teatrzyk rad to właśnie od przejścia granicznego. Sposoby dotarcia do Lwowa są różne. Pociągi, autobusy bezpośrednia a nawet samoloty. Jeśli lubimy iść w zupełną taniość i doze przygód to możemy jeszcze wybrać przyjazd do granicy z Przemyśla, a potem pieszą ją przekroczyć. No i tu trzeba uważać.

Jeśli chcecie skorzystać z kultowej już „marszrutki”, która dla pokolenia wychowanego po transformacji ustrojowej jest czymś zagadkowym, na granicy strzeżcie się!

Po pierwsze, już od przejścia przez drzwi was zaatakują lokalni samozwańczy taksiarze, którzy nie dadzą wam spokoju mówiąc, że do Lwowa podwiozą. Nawet jak powiecie nie to będą krzyczeć za wami czy aby na pewno. Będą nachalni bardziej niż telemarketer z najnowszym oczyszczaczem powietrza i zestawem garnków ze stali nierdzewnej. Co więcej pojechanie z nimi nie daje żadnej gwarancji, że dojedziemy do Lwowa. Czy nawet wrócimy do domu.

Jeśli chcecie iść na „marszrutke”, musicie przejść kawałek za linie sklepów i skręcić w lewo. Tam będzie plac gdzie stoją te wspaniałe pojazdy. My tego nie wiedzieliśmy, ale z opałów uratowała nas Pani z Polski która widząc delikatną nieporadność pozwoliła zabrać się ze sobą taksówką. Chwała jej bo nie wiadomo jak byśmy skończyli.

Lwowska panorama z kopca unii lubelskiej

Flagowi oszuści

Kiedy jednak już wejdziecie w progi miasta, a w szczególności w centrum, uważajcie na flagowych oszustów. Znaczy strzeżcie się przed wszystkim typami oszustów i naciągaczy. Ci jednak są bardzo perfidni. Podchodzą do Was i pytają czy chcecie opaskę z flagą Ukrainy. Niby za darmo itp. itd.. Potem pytają czy możecie poratować groszem, jak powiecie za mało to wam powiedzą, że za tyle dostaniecie co najwyżej jedną opaskę (Hello? Miały być za darmo).

Oczywiście to tylko jeden przypadek z wielu. We Lwowie poczujecie się bardzo szybko jak w domu. Jest naprawdę sielska, domowa atmosfera. Nie ma niczego na co moglibyście się naciąć. Jeśli jednak wychodzicie wieczorem, warto trzymać portfel i dokumenty tak, aby nie dać okazji złodziejowi.

Opera Lwowska. Otwarta w 1900

Państwo z Polski

Powyższy akapit zakończyłem konkluzją, że we Lwowie bardzo szybko poczujemy się jak u siebie w domu. Może jednak warto dalej trochę trzymać poziom.

Od kilku dobrych lat mieszkam w Krakowie, dumnie nazywanym miastem Królów czy Literatury. Turystyka, która od lat napędza lokalną gospodarkę przynosi mocne plusy (pieniążki, praca, reputacja), ale też minusy (niszczenie tkanki miejskiej, wszędobylskie niszczenie kultury). Obok żądnych świata turystów przybywają też… alkoturyści. Anglicy którzy chleją ile się da (tanio i wyjazd) to norma. Jedna z amerykańskich linii lotniczych reklamowała loty do Krakowa właśnie wódką. Uwierzcie mi że widok zachlanego turysty, który wymiotuje pod hotelem to norma.

No i właśnie Lwów stał się takim miastem dla Polaków. Alkohol i papierosy są znacznie tańsze, dla wieczorów panieńskich i kawalerskich jest miastem idealnym. Polski to drugi po ukraińskim język na ulicach, a z zachowaniem Polaków właśnie różnie.

Nie mam nic przeciwko imprezowaniu i wódce ze znajomymi we Lwowie. Co więcej sam chętnie byłbym skłonny na taki wyjazd. Każdemu zdarza się zachować pewien brak poszanowania dla zasad publicznym. Jednak nie róbmy chamstwa, nie uważajmy się za wszędobylskich panów.

Czekoladę ze słoniną

Może nawet bardziej słoninę w czekoladzie. Tak. To przykład ukraińskiego przysmaku. Dostaniecie go przy prospekcie Swobody 6/8, ale też w innych miejscach. Kiedy piszę, że musicie na to uważać nie jest to do końca przestroga. Na to akurat może właśnie warto się natknąć. Przywieźć znajomym nieświadomym tego ,że to niezwykłe czekoladki. I uśmiech celnika na to, co właśnie przywozisz z wyjazdu niezapomniany.

Franz Josef ze słoniny jest wspanialszy niż normalnie.

 

O mnie

Mam na imię Wiktor i posiadam papiery na mówienie o sztuce. Pomysł na bloga wpadł mi nagle podczas wieczornego spaceru w wakacje. Od tego czasu zarzucam coraz częściej tekstami które mają przenosić w świat wszelkich uniesień.

Uwielbiam też uciec w naturę, poczytać dobrą książkę i słuchać muzykę nieswojego pokolenia. Ponadto uważam Roberta De Niro za najlepszego aktora wszech czasów.

Poza blogiem siedzę na facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *