Wybierając się do Ołomuńca nie mieliśmy żadnych skonkretyzowanych planów. Pełen spontan okazał się strzałem w 10 i nie wyobrażam sobie pobytu w tym mieście w inny sposób.

Mogę się spokojnie nazywać czechofilem, bo od 2014 odwiedziłem ten kraj przynajmniej raz w roku i bynajmniej nie przejazdem! Głównym celem moich wyjazdów była zwykle Praga która olśniewa o każdej porze roku. Ponadto miałem okazje zwiedzić fragment przy granicy z doliną Kłodzką i Brno. Za każdym razem Czechy olśniewały mnie swoimi zabytkami i kulturą. Stąd w końcu wpadł pomysł żeby odwiedzić Ołomuniec. Ten wpis miał zostać sporządzony jeszcze w listopadzie ale lekkie przygody zdrowotne nie pozwoliły na to. Nie chcąc rezygnować do Ołomuńca wybraliśmy się w najbliższym wolnym terminie.

Pierwsze Wrażenia

Do Ołomuńca zawitaliśmy popołudniem które zaledwie po kilku godzinach zamieniło się w kompletną ciemność. Ruszając w pierwszy wieczorny spacer by zapoznać się z miastem i jego architekturą nie spodziewaliśmy się do końca tego co zobaczyliśmy.  Nie wiem czy to kwestia pory roku i temperatury ale ulice owiała zupełna pustka. Miasto zamieniło się w pustynie. Nie mówimy tu o kompletnie odciętych uliczkach tylko samym centrum. Coś takiego nie zauważyłem w Pradze która zimą tętni życiem. To jednak miasto kompletnie innej skali. Opustoszałe ulice Ołomuńca wprowadziły nas w bardzo nostalgiczny, melancholijny nastrój. Z początku miałem problem ze zrozumieniem tego zjawiska (nawet jeśli wydaje się banalnie proste i odpowiedziałem na nie powyżej). Nie był to obraz miasta którego się spodziewałem.  Wtedy też do mnie dotarło że mam chyba pierwszy raz okazje poczuć czeskie miasto bez wielkich tłumów. Trochę zmieniło moje podejście. Po kilkugodzinnym tuptaniu na mrozie zmęczyliśmy się na tyle że wróciliśmy spać.

 

Nowe spojrzenie

Następny dzień był już trochę inny w odczuciach. Przede wszystkim na ulicach pojawiło się więcej ludzi. Miasto zapełniło się mieszkańcami co znacznie zmieniło jego koloryt. Poranek rozpoczęliśmy od ponownie swobodnego spacerku po centrum i okolicach gdzie zobaczyliśmy kilka interesujących obiektów.

Pierwsze zderzenie z architekturą miasta nie było niczym odkrywczym. Wiele „przyjemnych” kamieniczek i kilka kościołów. Ot co! Jak napisałem wyżej, do Ołomuńca pojechaliśmy bez specjalnego przygotowania, bez notatek, powtórek czy lektur. Poznawaliśmy miasto w sposób intuicyjny. Nie obraźcie się więc że kolejnych zdjęć nie okraszam odpowiednio długimi opisami.

Jezuicki kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Śnieżnej

„Przyjemna” neogotycka dekoracja XIX wiecznej kamieniczki. Częsty widok w Ołomuńcu.

 

 

Wieża katedry która wspaniale wbudowuje się w miejski krajobraz.

Ten pałac obecnie pełni funkcje szpitala. Jest też trochę straszny.

Dobry gotyk też się zdarzy.

A tu my

 

Zabytkowe „Creme de la Creme”

Głównym punktem Ołomuńca jest ewidentnie niesamowicie ciekawa kolumna. Jako symbol miasta na początku wydaje się dość fantastyczna ale jak popatrzymy że symbolem Paryża jest wieża Eiffle’a, Londynu Big Ben a Berlina wieża telewizyjna to kontekst się trochę zmienia. Kolumna wcale nie jest tak ekscentryczna. Co więcej nawiązywać miała do jej odpowiedników w Rzymie czy Pradze.

Zaczynając od historii warto powiedzieć że nie jest to pierwsza tego typu mikro architektura w Ołomuńcu. Kolumna Mariacka była przodowniczym dziełem które zaprojektował Vaclav Redner. Jest ona podziękowaniem Marii za zatrzymanie epidemii Dżumy. Do dziś zdobi dolny rynek.

Dla autora projektu i reszty społeczności okazała się jednak za mała przez co kilka lat później rozpoczęto budować kolumnę pod wezwaniem świętej trójcy. Tak, właśnie tej która stała się symbolem Miasta (wpisanym na UNESCO w 2000 roku).

Kolumna jaka jest każdy widzi

Każdy kto przejdzie się po ołomunieckim rynku przyzna że rozmiary i bogata rzeźba robią wrażenie. Nawet jeśli dla większości będzie to tylko słup. Multum postaci od świętych po aniołki nie daje się łatwo zliczyć, przygniatając nas do ziemi. Myślę że docenić ten ciekawy przykład sztuki potrafią nawet miłośnicy średniowiecza którzy na słowo barok „nie nadążają z gotowaniem bigosu”.

Dajcie Wody…

Nowożytna rzeźba nie skończyła się na kolumnach. Kolejnym mile rzucającym się w oczy elementem miasta są fontanny. Można je spotkać w praktycznie każdym zakątku centrum. Co prawda w zimę nie zrobiły na nas takiego wrażenia jakie mogłyby zrobić w lecie, ale i tak są cudowne. Większość z nich oparta jest na postaciach antycznych. To też oczywista inspiracja Italią, ale tu nie o tym!

Miasto Absurdu

Kolejnymi moim miłym spostrzeżeniem były absurdziki które wyłapałem. Najbardziej prosząca o pomstę do nieba jest rzekoma geneza powstania Ołomuńca. Otóż jak głosi legenda miasto założył sam Juliusz Cezar.

Dlatego przy okazji po flaga Ołomuńca wygląda tak:

Ave!

Zaś po drugiej stronie górnego rynku stoi fontanna z figurą założyciela!

Pieskowi chyba troszkę zimno 🙁

Brzmi to oczywiście niesamowicie śmiesznie ale uwierzcie mi że w swoim czasie z pewnością wśród okolicznej szlachty i mieszczan było bezapelacyjną prawdą.

Kolejną rzeczą która przynajmniej mnie bawi niesamowicie jest sięgający średniowiecza zegar socrealistyczny. Otóż w wieku XX postanowiono odtworzyć część historycznego zegara (doskonały przykład oryginału mamy w Pradze). Odtworzyć to może nie najlepsze słowo bo w miejsce figur i postaci wstawiono motywy ludowe. Tak więc na dole mamy robotnika i naukowca, zaś wszędzie wokół przewija się lud pracujący!

Tyle o rzeczach śmiesznych, a teraz o sztuce!

W tym wpisie który ma przede wszystkim pokazać Ci czytelniku co warto zobaczyć w Ołomuńcu przywołam jeszcze dwa dzieła z tutejszych zbiorów sztuki nowoczesnej (Wartych polecenia)!

Pierwsza to rzeźba Davida Cernego pod tytułem Adam. Jeśli chodzi o moich ulubionych rzeźbiarzy współczesnych to ten spokojnie otwiera to zestawienie (i pojawi się jeszcze na blogu przy dłuższym wpisie).

Druga praca ze zbiorów muzeum to dość poruszające zderzenie z pracą malarki Věry Novákovej. Zresztą sami zobaczcie.

Czesi atakują też w świetny street-art i współczesną rzeźbę plenerową.

Edward VII i Maryśka też są!

Reasumując

Ten wpis specjalnie nie miał być dobijający ani tekstem, ani wiedzą. Miał być krótkim raportem z potężną dawką ilustracji która rozbudzić miała twoją wyobraźnię. Przede wszystkim to miasto łatwo pominąć na rzecz Pragi. Oczywiście odwiedziny stolicy Republiki Czeskiej zajmie nam znacznie więcej czasu i jest z pewnością bardziej interesujące. Jeśli ktoś zapytałby mnie co zobaczyć w Czechach krzyknąłbym PRAGA. Jednak jeśli po kilku odwiedzinach w tejże stolicy ,która w turystach jest stłoczona(co najlepiej widać po moście Karola o 13), zapragniesz zobaczyć tą stronę Czech która jest od tego problemu wolna, uciekaj do Ołomuńca! Tylko tutaj odnajdziesz jednocześnie interesujące obiekty i widok na czeskie życie codzienne. Przy okazji nie będą też Cię golić z pieniędzy bo pobyt tutaj jest dość tani.

Bujając się bez ładu i składu po Ołomuńcu potrafiliśmy chyba najłatwiej spróbować tej mieściny. Dużo „przyjemnej” architektury, kilka perełek architektonicznych i rzeźbiarskich zajmie wam trochę czasu ale nie tak wiele. Czeskie miasto na Morawach jest oczywiście interesujące, ale nie na tyle żeby spędzać w nim więcej niż 1-2 dni.

Na koniec dorzucę tylko dwa zdjęcia. Czeskiemu jedzenia któremu nie dasz rady się oprzeć (no chyba że jesteś weganinem) i czeski tytuł „Miłość w czasach zarazy” (#mnieśmieszy).