To co pokaże powinno być szczepionką. Takie rzeczy należy trzymać w głowie i nie zapominać o jakich paskudztwach mówimy. Zwykle lubimy czytać i pisać o rzeczach które nas fascynują, o zdjęciach z podróży do miejsc które zachwycają. Dziś w ramach mojej retrospekcji pogadajmy o Skopje, czyli jak spaprać sobie stolice.

Macedonia od kilku lat jest kojarzona przede wszystkim z konfliktem z Grecją. Nie jest to na szczęście konflikt wojenny. Rozchodzi się o nazwę „Macedonia”. Mało osób wie że nie wiele krajów na świecie używa w kontekście tego kraju nazwy „Republika Macedońska”, bardziej popularna jest „Była Jugosłowiańska Republika Macedonii”. Grecy uznają że nazwa ta jest zarezerwowana przede wszystkim dla jednego z ich regionów. Macedończycy i Grecy jednak nie odpuszczają, a konflikt trwa.
W Skopje byłem już chwile temu, ale moje wrażenia o tym miejscu są niezmienne. Miałem poczucie sztuczności która doprowadzała do wymiotów. Przemieszczałem się po centrum które nie miało racji bytu. Dlaczego?

Na wstępie chce zaznaczyć że poza tym co opisze niżej w Skopje są rzeczy warte uwagi. Trochę zabytków antycznych- ruchomych jak nieruchomych czy dzielnica turecka.

Poza tymi elementami wchodzimy do baśni polityki historycznej i ambicji władzy. Otóż Skopje zaczyna budować na modłę antyczną.  Na ulicach widzimy podnoszące się z betonu fasady które odwołują się do architektury greckiej. Problem w tym że te żelbetowe i ceglane budynki aż prują do nas swoją antyestetyką. Są sztuczne, daleko im do XVIII i XIX  wiecznego neoklasycyzmu, które potrafią się w swojej formie bronić. Nie ma tu nic realnego, a tym bardziej estetycznego. Bez ładu i składu porozrzucane elementy antyczne, bardzo przypominające „cygańskie orły”, krasnale ogrodowe czy kopie dzieł antycznych z działu ogrodowego Leroy Merlin. W centrum Skopje można poczuć się jak w dużej makiecie, z tektury.

Obrazu rozpaczy dopełniają karmelkowe rzeźby których jakość woła o pomstę do nieba. Wszystko wygląda jak dekoracja rezydencji Dadana z filmu Czarny kot, biały kot. Przedstawiają najwybitniejszych mężów Macedonii: Filipa i Aleksandra. Władze nie widzą problemu w tym że Macedonia to kraj słowiański a Ci nimi nie byli. Do kompletu dostajemy wspaniałości w postaci koni wyławiających się z wody i lewków.  Kwintesencja kiczu? Jak najbardziej.

Filip Macedoński jak żywy.

Aleksander Macedoński aka Action Man.

Niezapomniane są też łajby na rzecze. Takie pirackie, takie z odlane z betonu.

No i podstawowy element sztuki starożytnej (szkoda że rzymskiej), łuk tryumfalny.

Po co to wszystko powstało?

O definicji kiczu i tym podobnym nie będę tu wspominał. Może dlatego że to szeroki temat i w definiowaniu tej architektoniczno- rzeźbiarskiej makabry nie pomoże. Skopje nijak ma się do styropianowych ozdób i rzeźb które znamy z naszego podwórka.  Stolica Macedonii (czy jak ktoś woli Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii)  wygląda tak jak wygląda bo kierują nią polityczne aspiracje. Macedonia która od lat walczy o swoją nazwę, która nie może korzystać z godła Aleksandra (Obecna flaga to wariacja wokół starej marki, która jak zauważyłem znajduje się na wejściach do kanałów). Architektura która tutaj powstaje to też sposób walki i definicji kraju i jego obywateli. Dla nich nie liczy się tylko jak to wygląda, liczy się wydźwięk. On jest prosty, jesteśmy spadkobiercami potężnych władców i nam się to należy.

Na przykład Skopje warto spojrzeć. Pomimo że wszystko co tu napisałem brzmi jak ostrzeżenie do ucieczki to i tak warto tam zaglądnąć. Taka dawka czegoś co można nazwać „politycznym kiczem” ustawi nas na resztę życia. W szczególności że na naszym podwórku jest nie mniej patologii. Być może moje spostrzeżenia są zbyt ostre i wiele osób podejdzie do nich z większą rezerwą. Nie mówię że nie przesadzam, bo właśnie przez takie rzeczy doceniam rzeczywistą wartość zabytków.