Nagrobek Ostrogskich to z pewnością jedno z najbardziej „outsiderowskich” monumentów nowożytnej Rzeczypospolitej i nie tylko. Miło mi popełnić wpis o dziele którym miałem wielką sposobność się zająć podczas licencjatu. Jednocześnie to pierwszy wpis który rozpoczyna serie wpisów na temat zabytków w Polsce.

Dlaczego?

Pytaniem które obserwatorzy i fascynaci sztuk wszelkich powinni zadawać sobie bardzo często jest właśnie „Dlaczego?”. Możemy fascynować się doskonałym kunsztem, formą czy też warstwą znaczeniową bez świadomości „dlaczego”. Dużo na tym tracimy. Przede wszystkim dzieło sztuki wbrew powszechnej opinii nie jest tylko efektem maniakalnej duszy kogoś wybitnego, lub co najmniej uzdolnionego. Sposób w jaki myślimy o sztuce jako zbiorze nazwisk geniuszy powoli mija, a przeciętne oczka wizytującego muzeum mogą widzieć przedmioty których autora nigdy nie poznamy, a o czasie powstania możemy tylko spekulować. Znacznie łatwiej jest nam odpowiedzieć dlaczego.

Dlaczego powstał nagrobek Ostrogskich? Po tym soczystym wstępie mógłbyś drogi czytelniku wymagać ode mnie niesamowitej historii pełnej krwi i akcji. Muszę Ci jej odmówić. Monument ten powstał z tych samych przyczyn co większość innych. Potrzeby upamiętnienia i modlitwy.

Istnieją dwa typy fundatorów nagrobków: Osoba do niego przeznaczona lub osoba która chce upamiętnić zmarłą osobę. W naszym przypadku chodzi o postać dość istotną w ówczesnym państwie, kasztelana krakowskiego Janusza Ostrogskiego i jego pierwszą żonę, Zuzanne Seredi. Ostrogski był ostatnim z rodu, w dodatku pod koniec życia został bez spadkobiercy. W momencie w którym nikt nie będzie zbierał owoców jego pracy, pozostało mu jedno. Jedyna rzecz która pozwoli światu nie zapomnieć o nim. Postawić pomnik.

Najlepszym dowodem jak istotnym elementem propagandowym był ten nagrobek są inskrypcje łacińskie. W których to Kasztelan został opisany jako osoba o wielkim męstwie, dobrym panowaniu na włościach i wielkiej wierze. Pojawia się też wspomina o żonie, ale wielkością akurat nie dorównuje mężowi.

Bardzo czytelnie.

Tak więc wiemy już dlaczego? Jak zdążyłeś/aś zauważyć nie ma w tym nic specjalnie wyjątkowego. Już możesz mieć poczucie że Cię oszukałem i nie ma w tym nagrobku nic wyjątkowego. Daj mi moment, dopiero się rozkręcam.

Wielkość ma znaczenie.

Kolor i ilość też. Rozpoczynając mowę o tym dziele warto więc zwrócić się ku czemuś co porywa. Jego wielkość! Wchodząc do głównej nawy tarnowskiej katedry z której możemy go zauważyć, zderzamy się z ogromnym, prawie 13 metrowym dziełem. Monument ten jest tak wielki że spokojnie pewne detale moglibyśmy oglądać przez lornetkę, niektórych nawet nie zauważymy bo nie będziemy wiedzieć na czym skupić oko.

Następne są kolory, bo konfrontujemy się tutaj z trzema barwami. Nasze oczęta przywykły do jednobarwności rzeźby, przez mity o antyku przede wszystkim.  Autor nagrobka posługuje się trzema różnymi kamieniami które silnie kontrastują między sobą. W ten sposób pewne akcenty wydobywają nam się silniej,  nadając przewagę pewnym elementom rzeźby.

No i ilość, bo w tym przypadku mamy do czynienia z tzw. Horror Vacui (choć coraz rzadziej się używa tego określenia). Lęk przed pustą przestrzenią który doprowadza do zapełnienia każdego możliwego miejsca, w tym przypadku rzeźba niemal nachodzi na kolejną rzeźbę.

To wszystko definiuje nam ten nagrobek jako coś zgoła odmiennego. Jego opis nie odpowiada niczemu co w nowożytnej Polsce znaliśmy. Fakt, jest mnóstwo dzieł wielkich, trochę kolorowych i wiele z rzeźbą w ilościach straganowych. Żadna jednak nie łączy w sobie tego wszystkiego w tak zacnej ilości. Dlatego nagrobek ten został nazwany przez Mieczysława Gębarowicza „Najmniej polskim  spośród wszystkich dzieł polskiej rzeźby nagrobnej”.

Oto jest znaczenie!

Odpowiedzieliśmy sobie dlaczego? To jednak dopiero początek do wyjścia o tym co czemu służy. W metodologii historii sztuki powstała kilkadziesiąt lat temu metoda którym głównym celem jest określenie znaczenia dzieła. Tak więc również i my skupmy się na znaczeniu tego nagrobka.

Przede wszystkim głęboka wiara. Ostrogski przeszedł na katolicyzm z prawosławia co dość istotnie chciał podkreślić również w swoim nagrobku. Dlatego pojawia się tu szereg motywów religijnych. O kilku z nich warto powiedzieć. Na przykład o scenach ukrzyżowania i zmartwychwstania która jedna po drugiej są ułożone są na osi pionowej w centrum nagrobka. Do ukrzyżowania skierowane są figury fundatorów. Przedstawione w modlitwie klęcząco. W zwieńczeniu przedstawiono zmartwychwstania, podkreślające zwycięstwo Jezusa nad śmiercią. Ponadto z postaci religijnych widzimy Dawida i Daniela, postacie starotestamentowe.

Fundatorzy zwróceni ku scenie zmartwychwstania.

Jeśli zaś rozchodzi się o motywy religijne, to jest ich więcej. Przede wszystkim te które objawiają się w motywach wanitatywnych. Idealne do rozmyślania nad śmiercią i pokazaniu że każdego z nas to czeka. Dlatego trup ściele się gęsto, i to dosłownie. Poza miłymi szkieletami możemy tu znaleźć anioła z wieńcami i geniusze śmierci z pochodniami życia. Wszystko to ma nam zobrazować to co czeka każdego.

Geniusz śmierci z pochodnią.

Anioł z wieńcem.

Czaszka Adama, milutko

Najładniejszy..

Przy figurach należy też wspomnieć o tych alegorycznych. Silnie podkreślające pewne wartości z którymi chcemy się kojarzyć. Tradycja na wskroś antyczna która do nas wraca w okresie nowożytnym.

Poza elementami wanitatywno-religijnymi mamy jeszcze jeden całkiem ładny zestaw. Panoplia, czyli ornamenty zbudowane z uzbrojeniem. W ich przypadku niespecjalnie trzeba zastanawiać się co mają symbolizować. Nie są też specjalnie oryginalne, bo większość autor zaczerpnął z cyklów graficznych.

Totalny misz-masz, połączenie wielu różnych motywów o bardzo odmiennym charakterze. Takiego combo nie odnajdziecie w żadnym innym nagrobku z tego okresu.

Sukces ma wielu ojców- o formie

Do tej pory godność autora pozostała w tajemnicy. Zrobiłem to specjalnie, bez nazwiska dzieło to mogło dla Ciebie być bardziej tajemnicze i fascynujące. Czasem skupiamy się za bardzo na autorze zapominając o dziele, lub na odwrót. Fajnie znać proporcje.

Autorem tego nagrobka jest wrocławianin Hans Pfister który podpisał się w przyczółku nagrobka. I na tym zakończę notkę o autorze. Większość spekulacji na temat przypisywanych mu dzieł nie ma pokrycia w rzeczywistości.

Jednak samo dzieło jakim jest nagrobek mówi już co nieco więcej. Przede wszystkim o jego śląsko-pomorsko-praskiej proweniencji. Jak wskazywano wcześniej sam projekt nagrobka może nie być pomysłem Pfistera, za to gdańskiego mistrza Willema Van Den Blocke. Wskazywać na to ma nagrobek Elżbiety w Królewcu. Wygląda podobnie.

Coś jest na rzeczy…

Ponadto pojawia się tu też kwestia Pragi z którą Pfister mógł się zapoznać na Śląsku. Skąd takie podejrzenie? Unikatowe w skali kraju figury jeźdzców o podniesionych przednich kopytach bliskie są rozwiązaniom Adriana de Vries’a.

Portret konny Heinricha Juliusa dłuta Adriaena de Vries. Bardzo leonardowski.

Tutaj zaś wersja z nagrobka Ostrogskich.

Śląska plastyka Gerharda Hendrika mogła być wielką inspiracją dla Pfistera, jednocześnie od niego nasz rzeźbiarz mógł wyłapywać inspiracje z nurtu Pragi czy Gdańska.

Reasumujac?

Dlaczego nagrobek Ostrogskich jest wyjątkowy? Rzadko kiedy możemy zderzyć się z taką pompatycznością w formie. Z tak różnorodnym programem ikonograficznym sięgającym do motywów religijnych, wanitatywnych jak i świeckich. Pomimo ogromnej ilości rzeźby i ornamentu trudno znaleźć coś wykonane kiepsko. Pfister i jego warsztat daje się poznać jako rzeźbiarz o doskonałym warsztacie i wielkiej sprawności przy dużych zamówieniach. Do tego dochodzą elementy unikatowe w skali rzeźby. Wszystko jest perłą w monumentalnej plastyce.

Źródło fotografii: Nieoceniony fotograf Tadeusz Koniarz przy współpracy z moimi rodzicami.